Prestiż magazyn Metropolii

Teatr to bardzo dziwne miejsce

Teatr to bardzo dziwne miejsce. Są w nim cudowne chwile i okropne lata. Teatr wciąga jak narkotyk, a na te chwile, które przeżywa się na scenie, jesteśmy w stanie czekać nawet chude lata.

Gridlove

Szkoła Aktorska Teatru Śląskiego kształci przyszłych aktorów już od 15 lat. Adepci mają okazję poznać tę dziedzinę sztuki nie tylko w teorii, ale również na deskach zawodowego teatru. Obecnie studentów i studentki tej szkoły oglądać możemy w aż dziewięciu przedstawieniach Teatru Śląskiego. O idei i misji tej szkoły rozmawiamy z jej dyrektorem, dr hab. Markiem Rachoniem.

Kto i dlaczego założył tę szkołę?

15 lat temu, na prośbę ówczesnego dyrektora Teatru Henryka Baranowskiego, podwoje tej placówki otwarł Roman Michalski. To aktor Teatru Śląskiego od 40 lat, nestor, już na emeryturze, ale ciągle uczy w naszej w szkole. Po nim stery przejął Jerzy Kuczera, a ja jestem trzecim dyrektorem tej szkoły i obecnie pełnię tę funkcję już drugą kadencję.

Ale to nie jest początek Aktorskiej Szkoły Teatru Śląskiego, a jej już trzecia odsłona. Szkoła powstała tuż po wojnie. Potem, na początku lat 70. została reaktywowana, a 15 lat temu otwarto ją po raz trzeci. Przyznam, że nie wiem dlaczego dwa razy została zamknięta, zwłaszcza, że na Śląsku nie ma innej szkoły aktorskiej.

A co wyróżnia tę szkołę na tle innych działających w Polsce?

Państwowe szkoły działają w ośrodkach akademickich, a zatem nie przy teatrze. To jest zupełnie inny sposób kształcenia. W naszej szkole, która założona została przy teatrze, studenci mają kontakt ze sceną już od pierwszego roku, grając w spektaklach mniejsze lub większe role. 

No właśnie – czy usytuowanie szkoły przy teatrze gwarantuje jej absolwentom angaż?

Oczywiście, że nie. Osoby, które uczęszczają do naszej szkoły grają w spektaklach w ramach studiów. Zdarza się tak, że ktoś dostanie rolę w spektaklu, który jest grany przez kilka lat. A zatem po ukończeniu szkoły gra w nim nadal. Są również studenci, którzy mają w naszym teatrze etat, w tym Michał Piotrowski czy Aleksandra Fielek. 

Jak to się stało, że został Pan dyrektorem tej szkoły?

Moim przełożonym jest dyrektor Teatru Śląskiego, czyli Robert Talarczyk. To on mnie powołał na to stanowisko. Od zawsze chciałem uczyć. Jestem adiunktem w Akademii Muzycznej w Łodzi. Tam robię również karierę naukową. Bo oprócz tego, że jestem z wykształcenia aktorem i logopedą, postawiłem także na karierę akademicką. Jak dotąd uzyskałem stopień doktora habilitowanego. W Akademii Muzycznej zajmuję się prowadzeniem przedmiotów związanych z dykcją, podstawami gry aktorskiej i piosenką aktorską.

Jak wygląda tryb kształcenia w Szkole Aktorskiej Teatru Śląskiego?

To trzyletnia pomaturalna szkoła, edukacja w której kończy się spektaklem dyplomowym. Adepci otrzymują certyfikat potwierdzający ukończenie studiów z prawem do wykonywania zawodu aktora.

Czym ich sytuacja różni się od sytuacji aktora, który ukończył państwową szkołę?

Reszta wywiadu w Magazynie: https://issuu.com/prestizmetropolia/docs/druk_prestiz_magazyn_04_2019_issu/88

Adriana Urgacz-Kuźniak

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

PROMOCJA

Promocja