w ,

40 lat minęło

Kabaret „Długi” zawsze lubił celebrować rocznice. Nawet wtedy, z okazji emisji 500 odcinka Parafonii, który okazał się być ostatnim, jaki puściła Trójka. Dziś przyczynkiem do rozmowy z Piotrem Skuchą i Jackiem Łapotem jest fakt, że minęło 40 lat od czasu, gdy zaczęli sobie z nas żartować. Ciekawiśmy, z czego śmieją się dzisiaj. 

Występ kabaretu w liceum w Dąbrowie Górniczej, 1973

Miłe Długiego początki

Piotr i Jacek poznali się w liceum w Dąbrowie Górniczej, natenczas imienia dziś zdekomunizowanego Aleksandra Zawadzkiego, obecnie – Łukasiewicza. Był rok 1971 – WSZYSCY słuchali Trójki i nagrywali z jej audycji muzykę Deep Purple, Led Zeppelin czy Black Sabbath. Każdy chciał być gitarzystą solowym i podrywać na ten fakt dziewczyny, ale okazało się, że z założeniem zespołu jest taki problem, że nie ma sprzętu. Ścianą nie do przejścia był brak dobrego wzmacniacza, bo to, że panowie nie umieli grać, było dla nich zdecydowanie mniej ważne. Przedsiębiorczy licealiści postanowili zatem zarobić nieco grosza, organizując szkolne imprezy.

– Żeby zadać szyku w liceum zapuściliśmy włosy i robiliśmy dyskoteki na bazie nagranej z Trójki muzyki – zaczyna opowieść Łapot. – Dyskoteki nie do końca podobały się ówczesnemu dyrektorowi. Wyraził na nie zgodę pod warunkiem, że poprzedzimy je jakimś występem artystycznym. 

– Tak było – potwierdza Skucha. – Dyrektor liceum, Jan Kyzioł zgodził się, z zastrzeżeniem, że przed gibaniem się musi być część artystyczna. Dla nas było jasne, że nie będziemy przed dyskoteką robić wieczoru poetyckiego – choć zapewne on tak właśnie to sobie wyobrażał. Postanowiliśmy zaproponować coś, co będzie śmieszne. 

Pierwszy ich „kabarecik” to były wygłupy i slapstickowe skecze, do których inspirację znajdowali w popularnych radiowych i telewizyjnych programach tamtego okresu. Tam królował wtedy humor uniwersalny. Nie było żartów politycznych – wszak cenzura działała.

– Oprócz płyt nagrywałem ITR – Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy. Pojawiali się w nim Jacek Janczarski, Jonasz Kofta, czy Maciej Zembaty – wyjaśnia Łapot. – Jedną z pierwszych piosenek, które zaśpiewałem, było „W prosektorium” Maćka Zembatego, z jego kabaretu Dreszczowisko. Ale w rzeczywistości te półgodzinne występy były tylko po to, żeby przenieść się na salę gimnastyczną oświetloną żarówkami czerwoną i niebieską. Tam leciała już taśmoteka, a w jej przerwach tlił się papierosek w toalecie. 

Kabaret się spodobał i zaczął dawać spektakle poza szkołą.

Reszta wywiadu w magazynie

Co myślisz?

Napisane przez Adriana Urgacz-Kuźniak

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

Wybory i patriotyzm