Prestiż magazyn Metropolii

Miejskie powietrze czyni wolnym

Cóż, ma się tylko jedną szansę na zrobienie pierwszego wrażenia…

Gridlove

Pełne zjednoczenie – przynajmniej kilkunastu miast rdzenia Metropolii dawałoby ogromne korzyści i z racjonalnego punktu widzenia już dawno powinno się wydarzyć, mówi profesor UŚ TOMASZ PIETRZYKOWSKI, prorektor Uniwersytetu Śląskiego i przewodniczący Rady Społeczno-Gospodarczej Metropolii GZM

Jak nas widzą, tak nas piszą – mówi znane powiedzenie. Jak zatem powinno się pisać o Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii?

To zależy, czy ktoś dotrze do stolicy Metropolii pociągiem czy autobusem – bo albo wysiądzie w nowoczesnym, czystym i tętniącym życiem centrum miasta, albo na podziurawionym klepisku w sąsiedztwie rozpadającego się blaszanego baraku. Cóż, ma się tylko jedną szansę na zrobienie pierwszego wrażenia… Ale w zasadzie to jesteśmy i tacy, i tacy, więc w każdym z tych dwóch przypadków wrażenie byłoby w połowie prawdziwe. Myślę, że skala kontrastów w różnych częściach obszaru, jaki formalnie obejmuje Metropolia raczej powiększa się niż maleje. To w jakimś stopniu nieuniknione i cechuje bardzo wiele wiodących ośrodków miejskich świata. Niemniej jednak Metropolia ma także być sposobem na to, żeby ten rozwój trochę równoważyć i stwarzać dodatkowe szanse, aby silniej wesprzeć także te białe, a właściwie bardziej ciemne plamy, na mapie naszych miast. Obudzić i wykorzystać kryjący się także w nich potencjał.

Zanim tzw. Ustawa metropolitalna pozwoliła na zbudowanie związków miast, mających wspólny budżet i cele, za wzór ścisłej współpracy między samorządami uchodziło Trójmiasto. Co ciekawe, mieszkańcy Gdańska, Gdyni i Sopotu bardzo identyfikują się z nazwą “Trójmiasto”. Co zrobić, żeby mieszkaniec naszej metropolii również identyfikował się z nazwą GZM?

Nazwa jest ważna, ale o wiele ważniejsze jest, aby mieszkańcy utożsamiali się z samym miejscem, obszarem Metropolii Śląsko-Zagłębiowskiej i tym co oferuje, a nie samą jego nazwą. Tylko pod tym warunkiem będziemy mieli szansę zahamować ten odczuwalny odpływ mieszkańców, których tracimy jako jedyny spośród obszarów metropolitalnych w Polsce, mając ujemny zarówno przyrost naturalny, jak i saldo migracji. W tym tempie za 10 lat będzie nas 10% mniej i będziemy średnio, a niestety i indywidualnie, znacznie starsi. Budowa Metropolii ma być na to remedium, zarówno poprzez podniesienie jakości i atrakcyjności życia, uczynienie go bardziej interesującym, jak i wzmacniania poczucia dumy z życia w liczącym się ośrodku metropolitalnym.

Ale czym właściwie jest metropolitalność?

Najkrócej mówiąc – dostępnością w jednym miejscu tego, co świat dziś oferuje. Ale także wielkim kotłem, w którym dochodzi do powstawania, kreacji tego, czym potem żyją i z czego korzystają inni. Mam na myśli zarówno technologię, jak i trendy kulturowe, artystyczne, naukowe, biznesowe, rozrywkowe i tak dalej. Do tego potrzebne jest przyciąganie wszelkiego rodzaju talentów, stwarzanie im możliwości stykania się ze sobą, rozwoju, fermentu. W średniowiecznej Europie hołdowano zasadzie, że „miejskie powietrze czyni wolnym”. Zaadaptowałbym je do odpowiedzi na Pani pytanie – atmosfera metropolitalności powinna być atmosferą wolności i poczucia nieograniczonych możliwości. Pozwalać rozwijać skrzydła i nie bać się nowości, eksperymentu, różnorodności.


Cały wywiad można przeczytać we wrześniowym numerze magazynu Prestiż Metropolii
https://issuu.com/prestizmetropolia/docs/druk_prestiz_magazyn_03_2019_issu/22


Adriana Urgacz-Kuźniak

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

PROMOCJA

Promocja