w , ,

Czy pszczoły chcą żyć w mieście?

Wielki Dzień Pszczół to przypadające 8 sierpnia ogólnopolskie święto, którego celem jest pokazanie, jak wiele zawdzięczamy pszczołom.

Blisko 2 lata temu na dachu jednego z budynków Uniwersytetu Śląskiego stanęło 6 uli. Dlaczego? – Pszczelarstwo miejskie ma w Polsce swoją złotą godzinę. Ule w miastach powstają jak grzyby po deszczu. My natomiast zadaliśmy sobie pewne pytanie, którego nie zadał nikt wcześniej: Czy pszczoły chcą żyć w mieście? – mówi opiekun eksperymentu, dr hab. prof. UŚ Mirosław Nakonieczny, szef Katedry Fizjologii Zwierząt i Ekotoksykologii Uniwersytetu Śląskiego.

mgr Łukasz Nicewicz / prof. UŚ Mirosław Nakonieczny

Czy pszczoły chcą żyć w mieście?

Pytanie zadane zostało na uczelni, zatem odpowiedź musiała być również naukowa. Żeby ją uzyskać, potrzebne były dwie blisko spokrewnione rodziny, które będą żyły w dwóch różnych środowiskach – jedne w mieście, drugie na wsi. Dodajmy dla porządku, że miejskim pszczołom nie ułatwiono zadania, bowiem ich nowe lokum stanęło w ekstremalnych warunkach, na dachu Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ich krewni na wsi zamieszkali za to w iście sielskiej okolicy, w sąsiedztwie bogatych w różnorodne gatunki roślin pól, ogrodów i zagajników.
Pomyślicie: szkoda tych miejskich pszczół, muszą zazdrościć pobratymcom ze wsi. Cóż, niekoniecznie…

W rodzinie siła

W ulach na dachu mieszka od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy owadów. Ich liczba zależy od królowej, a dokładniej od tego, ile składa jaj – nazywamy to siłą rodziny. Ale to robotnice decydują o ilości potomstwa biorąc pod uwagę m.in. zasoby pożytku, które pszczoły mają do dyspozycji w promieniu do 3, maksymalnie 5 km. Jeśli pożytków jest mało, to automatycznie i rodzina jest mniejsza. A co, jeśli niebezpiecznie rośnie liczebność pszczół? Pszczelarze znaleźli sposób na to, by ją kontrolować. Wiosną dokładają do uli kolejne plastry z woskiem, które zajmują pszczoły na tyle, że te nie myślą o powiększaniu roju. Zresztą, tych zadań do wykonania, poza oczywistymi, związanymi z produkcją miodu, mają pszczoły całkiem sporo. Gdy jest gorąco, osiadają przy wylocie uli i poruszając skrzydłami wywołują ruch powietrza, który schładza wnętrze ich królestwa. Z kolei gdy jest zimno, zajmują się ogrzewaniem ula. Utrzymanie właściwej temperatury to trudne zadanie, ale niezbędne chociażby przez wzgląd na dobro larw.

Mgr Marta Sawadro, mgr Łukasz Nicewicz oraz mgr Agata Bednarek
z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska UŚ

Słodki eksperyment

Studenci, najczęściej kierowani popularnym eko-trendem, od dawna namawiali profesora Mirosława Nakoniecznego do założenia uniwersyteckiej pasieki. Naukowiec, mając świadomość zobowiązania, jakie to ze sobą niesie, podchodził do pomysłu bardzo sceptycznie. Aż do momentu, w którym do jego gabinetu zapukał mgr Łukasz Nicewicz, natenczas pracownik naukowy Uniwersytetu Siedleckiego, a prywatnie pszczelarz z rodziny pszczelarzy z pokolenia na pokolenie. Mając na względzie charakter badań prowadzonych w katedrze profesora Nakoniecznego, związanych w wpływem stresu środowiskowego na organizmy żywe i w związku z tym, że w tych badaniach jako modele badawcze wykorzystywane są owady i pajęczaki, zaproponował pszczelarski eksperyment.
– Dopiero gdy pojawił się pan Łukasz i zaistniała możliwość przeprowadzenia interesujących nas badań, założyliśmy uniwersytecką pasiekę – mówi prof. Nakonieczny.

Równowaga w naturze

Wyobraźmy sobie, w jakich warunkach mieszkają nasze miejskie pszczoły. Jeśli na dworze jest gorąco, to na dachu temperatura sięga zenitu. Jeśli wieje, u góry wieje najmocniej. Pszczoły wylatując z ula w poszukiwaniu pożytków zmuszone są krążyć w labiryncie bloków i innych elementów wysoce zurbanizowanego miasta. Do tego towarzyszy im ciągle hałas, zapylenie, smog, fale elektromagnetyczne. Multistres. Co dostają w zamian?
– Istnieje coś takiego jak mechanizm kompensacji – wyjaśnia profesor Nakonieczny. – Z jednej strony mamy czynniki, które oddziałują negatywnie, z drugiej strony miasto oferuje pszczołom dodatkowe korzyści, które je kompensują. Tu pszczoły mają do dyspozycji większą różnorodność pożytków w dłuższym okresie czasu, dlatego że od wiosny do późnej jesieni w mieście rosną rośliny kwitnące. W naszym przypadku benefitem jest pomoc Muzeum Śląskiego, które obsadza swoje rabaty roślinami miododajnymi. W mieście jest  również więcej nieużytków, które na wiosnę zakwitają podbiałem czy mniszkiem. Oczywiście rosną tu też kochane przez pszczoły lipy czy akacje, a także rośliny postrzegane przez nas jako chwasty, w tym rdestowce czy nawłoć, która kwitnie do późnej jesieni. To daje pszczołom pokarm znacznie bardziej zróżnicowany od tego, który mają do dyspozycji ich wiejskie krewniaczki. Poza tym miasto jest troszeczkę cieplejsze. Z pewnością również jest tu mniej ptaków, czyli naturalnych wrogów pszczół, i dużych owadów drapieżnych, takich jak szerszenie. Czynniki negatywne są więc kompensowane przez czynniki pozytywne i per saldo te pszczoły, mógłbym powiedzieć, “wychodzą na swoje”.

Słodka przyjemność. Czy zdrowa?

Jak wyjaśnia nasz rozmówca, miejski miód spełnia normy dopuszczenia do spożycia. Poziomy metali typu kadm, ołów czy miedź są jednak nieco wyższe niż w warunkach wiejskich.
– Nie sprawdziliśmy jeszcze, czy to jest istotnie wyższa wartość. Podkreślam jednak, że nasz miód spełnia normy, które w Polsce są bardzo restrykcyjne. W planach mamy badania poziomu węglowodorów aromatycznych, w tym benzopirenu. Stwierdziliśmy już natomiast, że miejski miód ma mniejsze zdolności antyoksydacyjne, czyli te, które są istotne dla zwalczania m.in. infekcji. Powodów takiego stanu rzeczy może być kilka, w tym jakość pyłku, czy też zwiększone wykorzystanie przez samą pszczołę antyoksydantów w warunkach miejskiego stresu i zanieczyszczenia – wyjaśnia naukowiec.

Pszczoły stresują się miastem. A ludzie pszczołami?

– Przepisy mówią, że ul musi stać minimum 10 m od ciągu komunikacyjnego pieszego. My ten warunek spełniamy. W naszym eksperymencie wykorzystujemy pszczoły z bardzo łagodnej linii hodowlanej. Mimo wywieszenia informacji przy wejściu do Wydziału Prawa i Administracji, że na dachu są pszczoły, nie mieliśmy żadnych sygnałów od zaniepokojonych tym faktem studentów. Nie zdarzyło się również, żeby nasze owady wleciały do pomieszczeń przez otwarte okna. To nie jest naturalne zachowanie pszczół – tak działają osy – poucza profesor Nakonieczny.

Uniwersytecki miód stał się wspaniałym “gadżetem” reklamowym dla samej uczelni. Pracowite pszczoły wyprodukowały go już kilka kilogramów, a uczelniany dział promocji rozdaje go w formie słodkich prezentów. Ja również miałam okazję spróbować, jak smakuje. Był, jak zawsze, słodki, lepki i pyszny.

Wysłuchała i smakowała Adriana Urgacz-Kuźniak
Zdjęcia: Julia Agnieszka Szymala / Sekcja Prasowa UŚ


Magazyn Prestiż metropolii 2/2019

Co myślisz?

Napisane przez Adriana Urgacz-Kuźniak

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

Latanie dronem nad lotniskiem to wyższa szkoła jazdy

Niemcy już wpadli na Twój trop i co dalej?