Prestiż magazyn Metropolii

A może by tak zabrać dziecko ze szkoły?

Nie ma żadnych wymogów, które określają, jakie kwalifikacje powinna mieć osoba, która podejmuje się poprowadzić nauczanie domowe. Formalnie to rodzice biorą na siebie odpowiedzialność za nauczanie…

Gridlove

Nie ma żadnych wymogów, które określają, jakie kwalifikacje powinna mieć osoba, która podejmuje się poprowadzić nauczanie domowe. Formalnie to rodzice biorą na siebie odpowiedzialność za nauczanie. Edukacja domowa – sprawdź jak oni to robią.

Wrzesień z oczywistych względów kojarzymy z początkiem roku szkolnego. A jak to jest u Was?

Ola Malec-Kampka: Podobnie, choć początek września nie stanowi dla nas sztywnej granicy. Jeśli dobrze pamiętam, to nasz poprzedni rok pozaszkolny na dobre rozpoczęliśmy dopiero w drugiej połowie września.

I nic się nie stało?

Absolutnie nic.

Przecież nieobecność dziecka w szkole przez kilka, a co dopiero kilkanaście dni nie przechodzi bez echa. Potrzebne są usprawiedliwienia, nadrabianie materiału i pewnie niejedno tłumaczenie rodzica przed nauczycielami.

To jedna z zalet edukacji domowej. Sami ustalamy tempo nauki i czas, jaki na nią przeznaczymy w danym miesiącu, tygodniu czy dniu. Edukacja domowa to przede wszystkim elastyczność. Dla przykładu, nie zrywamy dzieci z łóżek na siłę, bo spóźnią się do szkoły, zazwyczaj Tomek i Agata budzą się sami. Oczywiście staramy się nie przesadzać, ale tak naprawdę świat się nie zawali, jeśli zaczną naukę pół godziny później lub danego dnia w ogóle do niej nie siądą, bo na przykład mamy inne ważne plany i na naukę w tym dniu po prostu nie ma przestrzeni.

Skoro tempo nauki ustalacie sami, to pewnie i z końcem roku szkolnego nie wszystko jest takie oczywiste.

Dokładnie! Już drugi rok z rzędu początek czerwca to dla Tomka koniec roku szkolnego. Jest to możliwe dzięki temu, że w edukacji domowej to egzaminy są podstawą kwalifikacji dziecka do następnej klasy. A termin egzaminu ustala się indywidualnie ze szkołą, do której zapisane jest dziecko.

Egzamin? To brzmi groźnie.

Spokojnie. To kwestia przyzwyczajenia. Egzaminy są też formą mobilizacji do nauki. Gdyby nie one, istniałoby ryzyko, że obowiązkową naukę wielu homeschoolersów zamieniłoby w całoroczną labę. O ile na etapie edukacji wczesnoszkolnej (klasy I – III) jest to jeden egzamin, o tyle od czwartej klasy zaczynają się już schody, ponieważ każdy z przedmiotów oceniany jest oddzielnie. W większości przypadków rozdziela się te sprawdziany wiedzy w czasie i jeśli tylko jest dobra wola ze strony szkoły, to część egzaminów można zdać już w pierwszym półroczu.

Z tego co wiem, część rodziców decyduje się na edukację domową, kiedy dzieci są w starszych klasach.

Tak. Wówczas czeka ich dodatkowe wyzwanie, czyli tak zwane odszkolnienie dziecka. My natomiast zdecydowaliśmy się na edukację domową już od zerówki.

Do takiego nauczania zapewne niezbędne są specjalne kwalifikacje?

I tu ponownie Cię zaskoczę. Nie ma żadnych wymogów, które określają, jakie kwalifikacje powinna mieć osoba, która podejmuje się poprowadzić nauczanie domowe. Formalnie to rodzice biorą na siebie odpowiedzialność za nauczanie, ale nikt nie wnika w to, kto uczy dziecko na co dzień, ani nie wymaga przedstawienia dokumentów potwierdzających kwalifikacje. Dzięki temu w codzienną naukę mogą być zaangażowane osoby zarówno z najbliższej rodziny, jak i specjaliści w danej dziedzinie, w której my sami nie czujemy się wystarczająco mocni, aby dobrze przekazać wiedzę.

Brzmi zachęcająco, choć na co dzień to pewnie nie jest taka łatwa sprawa.

Na etapie edukacji wczesnoszkolnej jeszcze nie jest zbyt ciężko. W praktyce u nas wygląda to tak, że Tomek i Agatka uczą się głównie z dziadkiem (byłym nauczycielem), a przy języku angielskim korzystamy ze wsparcia z zewnątrz.

Ale chyba nie powiesz mi, że zawsze wszystko przebiega sprawnie, bez marudzenia i wymówek ze strony dzieci?

Nie bez powodu na głównej stronie naszego bloga można znaleźć pytanie: Myślisz, że radzimy sobie idealnie?

Warto pamiętać, że edukacja domowa to duża odpowiedzialność. Decyzja o niej nie należy do łatwych i nie powinna być podejmowana pod wpływem chwili. Może się wówczas okazać, że sił i determinacji zabraknie nam już na etapie załatwiania formalności. Argumentów „za i przeciw” jest tak wiele, że nie sposób je wszystkie wymienić. Nim wyruszymy w tę drogę, warto popatrzeć na to, co nas czeka, jak na wielką przygodę z edukacją. A przygody mają to do siebie, że przecież nie da się ich w pełni zaplanować.

rozmawiała Małgorzata Katafiasz


Według danych MEN z 2017 roku dzieci korzystających z edukacji domowej jest około 12 tysięcy (na ponad 4,5 mln uczących się dzieci i młodzieży). Na edukację domową można zdecydować się w ciągu całego roku kalendarzowego.
Dyrektor wybranej przez nas szkoły nie musi zgodzić się na edukację domową. Przed wystąpieniem o taką zgodę warto najpierw zorientować się, gdzie w naszym województwie są szkoły, które mają już uczniów w edukacji domowej. Pozytywny klimat dla edukacji domowej w wybranej przez nas szkole ma ogromne znaczenie w trakcie całego roku szkolnego, a przede wszystkim w trakcie egzaminów, do których przystępuje dziecko.

Więcej o tym, co stało za decyzją o edukacji domowej oraz podpowiedzi dotyczące tego, co trzeba zrobić, aby dziecko uczyło się poza szkołą, przeczytać możecie na blogu rodziny naszej rozmówczyni w kanałach społecznościowych.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Dziennikarka od lat wielu, czująca szczególną bliskość z tematami kulturalnymi, społecznymi i miastotwórczymi. Jej mottem życiowym są słowa mistrza Sapkowskiego, zgodnie z którymi lepiej zaliczać się do niektórych, niż do wszystkich. Gdy pracuje, nuci pod nosem Teksańskiego zespołu Hey, twierdząc, że to utwór o niej, choć muchy by nie skrzywdziła. Nie, aniołem nie jest, ale złe moce interesują ją tylko w horrorach Stephena Kinga.

PROMOCJA

Promocja