w , ,

Trup, którego nie było, miasto, które wciąż jest

Miejsce, w którym mieszkamy oswaja nas, a my je. Powinniśmy się czuć za nie odpowiedzialni.

zdjęcie: Ewa Zielińska

Świętochłowice – jest rok 1934. Zadłużony właściciel restauracji „U Mally’ego” – Georg Salzmann – popełnia samobójstwo. W każdym razie tak, po krótkim śledztwie, stwierdza policja. Wierzyciele restauratora zostają z niczym, a tymczasem „U Mally’ego” zaczynają się tajemnicze kradzieże. Na szczęście miejscowy radca prawny Adolf Jendrysek nie wierzy w oficjalną wersję wydarzeń. Rozpoczyna prywatne śledztwo… Z autorką powieści „Sprawa Salzmanna. Trup, którego nie było” rozmawia Justyna Wydra.

„Historia miejsca, w którym mieszkamy jest kluczem do poznania samego siebie”. Cytuję z notki biograficznej Moniki Kassner. Jak to rozumieć?

Kiedy myślę o moich miejscach, wydaje mi się, że z nimi jest tak, jak ze wszystkim, co kochamy. Przypominają mi się wtedy słowa lisa z Małego Księcia: „Pozostajesz na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Miejsce, w którym mieszkamy oswaja nas, a my je. Powinniśmy się czuć za nie odpowiedzialni. Uczucie to staje się silniejsze, jeśli mieszkamy w miejscu, z którym jesteśmy związani od pokoleń. To, kim jesteśmy, determinuje miejsce, z którego pochodzi nasza rodzina, ale też my sami. Dlatego słowo „miejsce” jest dla mnie kluczem.

Świętochłowice, lipiec 1934. Właściciel restauracji „U Mally’ego”, niejaki Georg Salzmann zostaje znaleziony martwy. Policja rozpoczyna śledztwo… To wydarzyło się naprawdę?

Salzmann był drugim właścicielem restauracji przy ulicy Bytomskiej 26. Podobnie jak pierwszy – Robert Mally – zadłużył się. Mally popełnił samobójstwo, a Salzmann zniknął. Niedługo później w restauracji zaczęły dziać się dziwne rzeczy: nocą w piwnicy słychać było jakieś hałasy, ktoś chodził po korytarzach, znikały przedmioty. Ta historia poruszyła moją wyobraźnię. Wykorzystałam ją jednak po swojemu.

Ile historycznej prawdy, a ile odautorskiej fikcji jest w książce?

Akcja powieści toczy się na przełomie lipca i sierpnia 1934 roku. To bardzo ważne, ponieważ punktem centralnym opowieści jest napad na Bank Ludowy w Świętochłowicach w środę ósmego sierpnia tegoż roku o godzinie 11:30. Dlatego wszystkie wydarzenia dzieją się albo przed, albo po tej dacie. Oczywiście według kalendarza z 1934 roku. Prawie wszyscy bohaterowie powieści to postacie historyczne, z głównym bohaterem i jego rodziną włącznie. Jeśli są wymyślone, jak na przykład Inga Bittner czy Alfred Tomalla, noszą nazwiska, które do dziś w Świętochłowicach funkcjonują. Większość prawdy historycznej zawartej w książce dotyczy historii miasta. Z założenia chciałam wiernie odtworzyć Świętochłowice tamtego czasu, przywrócić miejsca i ludzi. Stąd kino, wszystkie sklepy, restauracje, ich właściciele, a także historie związane z miastem są prawdziwe. Również numery domów, w których się te wszystkie punkty mieściły, odtworzyłam zgodnie z planem miasta z tamtego czasu oraz książką adresową z 1930 roku.

Faktycznie. Obok dzielnego radcy prawnego Adolfa Jendryska, drugim, nie mniej istotnym bohaterem powieści „Sprawa Salzmanna” są Świętochłowice. Czy one, tamte dawne Świętochłowice, wciąż istnieją? 

Odpowiedź na to pytanie łączy się z poprzednią, ponieważ Świętochłowice tamtego czasu istnieją, ale są ukryte pod warstwą współczesnego miasta. Niektóre punkty na planie dzisiejszych Świętochłowic nie zmieniły swojego przeznaczenia – i chodzi nie tylko o kościoły, ale także np. Starą Aptekę Knechtla, która stoi od początku w tym samym miejscu, podobnie jest ze sklepem Dybały, z tym, że on akurat zmienił swoje położenie. Muzeum Powstań Śląskich to budynek, w którym m. in. mieścił się komisariat ówczesnej policji.

Ilustracja: Jarosław Kassner

Dokąd Monika Kassner zabrałaby gościa, który po raz pierwszy odwiedza jej miasto?

Są miejsca w Świętochłowicach, które polecają przewodniki – Dwie Wieże byłej kopalni Polska, Muzeum Powstań Śląskich, kościoły: wotywny katolicki i ewangelicki z unikatowymi witrażami i motywami roślinnymi na sklepieniu nawy głównej. Zresztą, specjalnie do książki „Sprawa Salzmanna” mój mąż zaprojektował okolicznościową pocztówkę, ilustrującą cztery wybrane miejsca związane z przygodami Jendryska. Otrzyma ją każdy, kto kupi książkę, bądź już ją zakupił. W Świętochłowicach są też budowle zwykłe, acz wyjątkowe, obok których co dzień przechodzimy i nie zdajemy sobie sprawy z ich historycznej wartości. To na przykład dwa najstarsze budynki przy ulicy Katowickiej – wspomniana Stara Apteka Knechtla, która do dziś pełni tę samą funkcję oraz pusty obecnie budynek pierwszego Urzędu Gminy pod numerem 15. Są też dwie przepiękne kamienice – jedna żydowska przy Katowickiej, a druga – nazywam ją „kamienicą trzech krzyży” – przy ulicy Bytomskiej. Te miejsca i jeszcze parę innych chcę pokazać uczestnikom pierwszego spaceru z Jendryskiem po Świętochłowicach, który planujemy zorganizować razem z Muzeum Powstań Śląskich już wiosną i na który wszystkich serdecznie zapraszam.

rozmawiała Justyna Wydra

Monika Kassner – historyczka i polonistka, działaczka społeczna, dziennikarka pisząca po śląsku, autorka książki przygodowo-historycznej dla dzieci „Zaginione perły księżnej Daisy” oraz artykułów m.in. do kwartalnika „Fabryka Silesia”, wyróżniona w konkursie na Jednoaktówkę po śląsku. Uważa, że historia miejsca, w którym mieszkamy, jest kluczem do poznania samego siebie.

https://issuu.com/prestizmetropolia/docs/00__magazyn_nr_1_2019_issu/100

Co myślisz?

Napisane przez Justyna Wydra

Gliwiczanka - od zawsze kocha się w słowach. Szczególnie tych pisanych, śpiewanych i wypowiadanych na kinowym ekranie. Pracuje z nimi jako copywriter i autorka artykułów dla prasy drukowanej oraz internetowej. Po godzinach czyta i pisuje książki, prowadzi bloga, słucha muzyki i stara się nadrobić filmowe zaległości.
Autorka powieści Esesman i Żydówka oraz Ponieważ wróciłam.
Z zawodu jest biologiem/zoologiem/entomologiem.

Cierpisz na różne dolegliwości? Spraw sobie kota!

Ładne rzeczy są trochę nudne