Prestiż magazyn Metropolii

Felieton postpiśmienny: „Ja książek nie czytam, ja oglądam seriale”

W jakiej innej, pozaczytelniczej sytuacji, heteryk może bez wychodzenia z domu przekonać się, jak to jest być osobą homoseksualną?

Gridlove

Około 35 tysięcy tytułów rocznie. Tyle mniej więcej książek ukazuje się każdego roku w Polsce, nie licząc podręczników. Beletrystyka, poradniki, poezja, książki dla dzieci. Rynek wydawniczy wchłonie wszystko. Ozdobi piękną okładką. Zareklamuje potężnym słowem. „Nowy Hemingway!” – zakrzyknie. „Bestseller New York Timesa” – ogłosi. „Nie zaśniesz, póki nie doczytasz do końca” – obieca. Wpuści do księgarń, e-księgarń, kiosków oraz dyskontów. Oszczędzając papier, zaproponuje wersję elektroniczną, odległą zaledwie o jedno kliknięcie. I jeden przelew.

Ostatnie lata uczyniły książkę dobrem dostępnym tak łatwo, jak – nie przymierzając – alkohol. Niestety, w przeciwieństwie do taniego piwa i równie niedrogich „małpek”, literatura nie stała się dobrem pierwszej potrzeby. Boleją nad tym rzecz jasna pisarze, boleją księgarze, cierpią nauczyciele języka polskiego i psychologowie. Czytanie poprawia bowiem nie tylko sprawność intelektualną, trenuje umysł w logicznym myśleniu, rozwija wyobraźnię i podnosi sprawność retoryczną. Czytanie – także, a może przede wszystkim – ćwiczy nas w empatii. Papierowy, albo i nawet elektroniczny dostęp do głębi przeżyć drugiego człowieka, choćby wymyślonego, fikcyjnego bohatera książki, pozwala nam wejść w jego psychikę, żyć jego życiem, cierpieć z nim, cieszyć się wspólnie, dokonywać razem ważkich wyborów. W jakiej innej, pozaczytelniczej sytuacji, heteryk może bez wychodzenia z domu i bez czynienia przeciwnego własnej naturze wysiłku przekonać się, jak to jest być osobą homoseksualną? Gdzie samotna, bezdzietna kobieta odnajdzie całą paletę odczuć matki? Czy istnieje krótsza droga powrotu do własnego dzieciństwa, niż spoglądanie na świat oczami dziecięcego narratora powieści?

Tego nie spotkacie nigdzie indziej. Ani w kinie, ani w telewizji, ani w piosence, ani nawet w bezpośredniej rozmowie z drugim człowiekiem. Tylko papier jest na tyle cierpliwy, by pomieścić nie tylko czyny, lecz także życie wewnętrzne bohatera opowieści i uczynić to w sposób, który pobudzi nasze neurony lustrzane… Wszystko to piękne i szlachetne, ale, czy tego chcemy, czy nie, w naszej świadomej obecności i przy naszej pełnej zgodzie, czytelnictwo zamiera. Książki może i kupujemy (na prezent i na półkę), ale ich nie czytamy. Albo inaczej: z roku na rok czytamy mniej. Czy to oznaka uwiądu cywilizacji? Nadejścia nowej barbarii? Ostatecznego triumfu Edka z „Tanga” Mrożka?

W swojej najnowszej książce, zbiorze filozoficzno-futurystycznych esejów „Po piśmie” Jacek Dukaj stawia tezę, iż zanik kultury słowa pisanego stanowi objaw przejścia ludzkości do następnego etapu rozwoju – kultury bezpośredniego transferu przeżyć. Tak, jak dawno temu, wraz z wynalezieniem alfabetu i metod zapisu, w niepamięć odeszła tradycja oralna, z jej opowiadaczami i ludźmi-żywymi archiwami, tak teraz, w konsekwencji upowszechniania się dostępu do aparatów nagrywających każdą chwilę życia, technologii udostępniającej te chwile całemu światu (internet) oraz, w perspektywie, rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej, umrze piśmiennictwo, a co za tym idzie – czytelnictwo.

Według Dukaja oraz innych myślicieli, których przytacza on w „Po piśmie”, zdolność do notowania myśli i do odczytywania ich pozwoliła w pełni wykształcić się ludzkiej samoświadomości. Dzięki abstrakcyjnym znakom, cierpliwie kaligrafowanym i powielanym maszynowo na płaskich połaciach papirusu i papieru, naga małpa ostatecznie zeszła z drzewa i rzekła o sobie z dumą: cogito, ergo sum!

Co stanie się z ową małpą, gdy ostatecznie i nieodwołalnie seriale zastąpią powieści, rap zajmie miejsce poezji, a pisarze masowo przebranżowią się w celebrytów i porzucą pióra na rzecz smartfonów z dostępem do Instagrama?

Cóż, tego może dowiecie się od Jacka Dukaja. A może nie. Wszak nic nie jest tak trudne do przewidzenia, jak przyszłość.

Justyna Wydra

Justyna Wydra

Gliwiczanka - od zawsze kocha się w słowach. Szczególnie tych pisanych, śpiewanych i wypowiadanych na kinowym ekranie. Pracuje z nimi jako copywriter i autorka artykułów dla prasy drukowanej oraz internetowej. Po godzinach czyta i pisuje książki, prowadzi bloga, słucha muzyki i stara się nadrobić filmowe zaległości. Autorka powieści "Esesman i Żydówka", "Ponieważ wróciłam" oraz "Zaniemówienie".
Z zawodu jest biologiem/zoologiem/entomologiem.

PROMOCJA

Promocja