w ,

Jestem jak górnik z kopalni odkrywkowej

Fot. Justyna Rojek/ East News, 15.02.2018 Warszawa, Plan programu "Co nas truje?"

Uważa, że jedzenie bezglutenowe smakuje jak dętka do roweru, uwielbia zupy, a etykietki na produktach spożywczych to jej lektura obowiązkowa w trakcie zakupów. Od kilku lat mówi Polakom w telewizji TVN, co powinni jeść i czego nie warto kupować. Z Katarzyną Bosacką, prowadzącą program „Wiem, co jem”, „Wiem, co kupuję” i „Co nas truje”, rozmawialiśmy o grzechach żywieniowych Polaków, diecie cud i rodzinie.


Czy zawsze w trakcie zakupów jedzenia wie pani, co kupuje?
W zasadzie tak. Proszę pamiętać, że zanim powstał program „Wiem, co jem” razem z prof. Małgorzatą Kozłowską-Wojciechowską napisałyśmy poradnik traktujący o codziennych zakupach spożywczych. Sklep jest więc dla mnie drugim domem. Na pamięć znam ustawienia Lidlów czy Biedronek. Często mąż dziwi się, że znów idę do sklepu, choć zakupy zrobiłam wczoraj. Kochanie – mówię wtedy – ja idę do sklepu do pracy! Spędzam tam godziny na dokumentacji. Robię zdjęcia, spisuję etykiety i hasła, sprawdzam cenę za kilogram, porównuję produkty tej samej kategorii od różnych producentów. Muszę jednak przyznać, że zdarzają mi się wpadki, zwłaszcza kiedy wrzucam coś do koszyka w pośpiechu. Ostatnio kupiłam ketchup bio, a w domu okazało się, że on jest z cukinii, co nie było napisane wyraźnie na etykiecie. Nie mam nic przeciwko cukinii, ale dla mnie keczup powinien być przede wszystkim z pomidorów.

„Wiem, co jem i wiem, co kupuję” to program, który nie bawi się w sentymenty i mówi często niewygodną prawdę o produkcie. Grożono pani?
Aż tak źle nie było, ale mieliśmy kłopoty. Wyrzucono nas po pierwszym sezonie ze sklepu, w którym kręciliśmy program, bo jak przyznał potem rzecznik tej sieci „dzwonili z wielkich firm i mówili, że nie życzą sobie takiego programu”. Protestowali producenci wody źródlanej, że ośmieliłam się powiedzieć, że jest czasem gorsza niż kranówka, producenci jaj klatkowych, kurczaków. Nikt jednak nigdy nie wytoczył mi procesu o zniesławienie czy szerzenie nieprawdy. Jestem bowiem polonistką z wykształcenia, ale dziennikarzem z wyboru. Moim zadaniem jest wiedzę, często mocno naukową, przełożyć na język zwykłego śmiertelnika, za jakiego sama się uważam. Jestem jak górnik z kopalni odkrywkowej – zdobywam wiedzę od profesorów, doktorów, biotechnologów, chemików, lekarzy i przekazuję ją w swoim programie. Zresztą, odkąd dostaliśmy za „Wiem, co jem” kilkanaście nagród, w tym Telekamerę, kłopoty się skończyły.

Materiały archiwalne telewizji TVN Style

Czy widzowie na ulicy okazują pani jakieś emocje związane z programem?
Bardzo często i to zazwyczaj miłe. Postawy zasadniczo są dwie, albo radośnie pokrzykują na mój widok, proszą o zdjęcia, autografy, chcą mnie przytulać, sadzają mi na kolana lub dają na ręce psy i dzieci (to lubię najbardziej), albo biją się w piersi i przepraszają, jak przyłapię ich np. w fast foodzie na jedzeniu paskudnego hamburgera i frytek. Jest jeszcze reakcja mężów, którzy często mówią z wyrzutem: „przez panią nie mogę oglądać meczu w telewizji, a w dodatku żona karmi mnie jak kurę tylko kaszą”, ale zwykle mówią to z uśmiechem.

Podobno ma pani obsesję na punkcie polskiej kuchni. Co w niej jest takiego fascynującego?
Wszystko. Sezonowość, produkty, nieskończona liczba dań, fantastyczne kulinarne zwyczaje świąteczne niespotykane nigdzie na świecie. Kuchnia polska to także jedna z najszybciej zmieniających się kuchni w Europie. Proszę spojrzeć na polskie restauracje – jest ich coraz więcej i są coraz lepsze. Oczywiście nadal mamy problem z zasmażkami, tłustością potraw, przewagą dań mięsnych nad rybnymi i wegetariańskimi, ale mam wrażenie, że nawet w domach gotujemy dzisiaj trochę lżej i finezyjniej. Gdybyśmy jeszcze tylko wyrzucili te kostki rosołowe, wegetki, jarzynki i kucharki, jadłoby nam się o wiele lepiej.

Pani ulubiona potrawa?
Zupa. Uwielbiam krem z pomidorów, ogórkowa to moja miłość od dzieciństwa, barszcz czerwony na zakwasie nie ma sobie równych, pikantna rybna czy chłodnik latem – zastępują mi cały obiad. Gdy pięć lat temu byłam w ciąży z Frankiem, w zasadzie żywiłam się niemal tylko kapuśniakiem. Potrafiłam zjeść dwa talerze na obiad. Zupa to porcja zdrowia – rozgrzewa albo chłodzi, leczy kaca i przeziębienie, wzmacnia organizm. To porcja witamin i składników mineralnych ważnych dla tych, którzy warzyw nie lubią, np. dla dzieci. Nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Jaki jest niewybaczalny grzech żywieniowy naszych rodaków?
Są trzy grzechy główne. Jemy za dużo cukru, soli i tłuszczu zwierzęcego, a przecież kiedyś cukier był na specjalne okazje schowany w kredensie, sól była bardzo droga, więc też nie stała na stole, a mięso czy skwarki jadło się bardzo rzadko, najwyżej dwa razy w tygodniu. A my cukru jemy prawie pięć razy więcej, a soli i mięsa trzy razy więcej niż powinniśmy. Stąd zabójcą numer jeden Polaków nie są nowotwory, ale choroby układu krążenia – nadciśnienie, miażdżyca, choroby serca, udary, zawały, otyłość i powodowana nią cukrzyca. Dieta w tych wszystkich schorzeniach jest kluczowa. W ogóle od tego, co jemy zależy aż ¼ naszego dobrostanu zdrowotnego – reszta to warunki życiowe, narażenie na stres, na smog, na substancje toksyczne, nasz styl życia, uprawianie sportów, geny, używki.

Materiały archiwalne telewizji TVN Style

Czy obżarstwo ma płeć?
Nie ma. Nie ma też znaczenia rodzaj pokarmów. Utuczyć się można i zdrowym jedzeniem – ja np. uwielbiam domowy chleb pełnoziarnisty na zakwasie, do tego wiejskie masło i ogórek małosolny, a przecież to sporo kalorii!

Jaka prywatnie jest Katarzyna Bosacka?
Normalna kobieta ciężko pracująca, co żadnej pracy się nie boi, czasem marudna, za bardzo wybuchowa, ale zawsze otwarta na ludzi. Oboje z mężem jesteśmy bardzo towarzyscy, mamy mnóstwo przyjaciół, znajomych, dobrych sąsiadów. Drzwi naszego domu jak w saloonie z amerykańskiego westernu otwierają się i zamykają, bo przecież nasze dzieci też mają swoich gości albo goszczą się u innych.

Ma pani czworo dzieci. Rodziła pani mając już 40 lat. Czy odbiło się to na pani figurze? Bo teraz jest nienagannie.
Oj, odbiło się, odbiło. I nawet pal sześć tę figurę, bardziej chodzi o zdrowie. Posypałam się hormonalnie po urodzeniu Frania, ale – nic to Baśka, jak mówił Pan Wołodyjowski – trzeba walczyć! Uważam na dietę, od wielu lat nie jem słodyczy, chodzę na siłownię, jak tylko mam czas i jest piękna pogoda biegam od 6 do 10 km, ale nie jestem typem, który wytrzyma na listku sałaty.

Według statystyk, co trzeci Polak ma nadwagę. Jak go zachęcić do zadbania o siebie?
Pamiętam moje intensywne odchudzanie przed zajściem w ciążę z ostatnim dzieckiem – Frankiem. Przez trzy miesiące jadłam głównie kaszę, warzywa, chude mięsa, nabiał i ryby. Schudłam 14 kilogramów, ale nie to było najlepsze. W wieku 40 lat poziom glukozy, cholesterolu czy trójglicerydów miałam na poziomie zdrowej dwudziestolatki!

Zna pani jakąś dietę cud?
Znam. To po prostu zdrowa dieta. Głównie warzywa, kasze, produkty pełnoziarniste, do tego trochę ryb, jaja, nabiał, trochę pestek i orzechów i waga powinna spadać.

Dieta eko czy bezglutenowa?
Jeśli miałabym wybierać – zdecydowanie eko. Dieta bezglutenowa jest głupim wymysłem masowej wyobraźni lansowanym przez celebrytów, którzy nie mają pojęcia, o czym mówią. Gluten rzeczywiście jest zabójczy, ale dla osób chorych na celiakię, którzy stanowią około 1 procenta w całej populacji, ale nie dla ludzi zdrowych. Gluten to nośnik smaku i naturalny spulchniacz. To dlatego produkty bezglutenowe są bardzo przetworzone, mają mnóstwo chemicznych spulchniaczy, tłuszczu, cukru i innych dodatków. Często też smakują jak dętka do roweru.

Czy pani pasja pastwienia się nad tym co je i kupuje przenosi się na rodzinę?
Wszyscy lubimy dobrze i zdrowo zjeść, dzieci sporo gotują. Najstarszy syn uprawia wiele sportów, buduje masę mięśniową, więc studiuje etykiety w poszukiwaniu białka i zdrowych składników. Dziewczyny – jak to nastolatki – dbają o figurę i starają się unikać słodyczy. Zresztą 14-letnia Zosia nie może jeść wielu słodyczy, bo jest alergiczką. Najmłodszy Franek uwielbia chodzić na grzyby, a potem je jeść. Kocha owoce morza, zwłaszcza kalmary. Wszystkiego spróbuje, choćby było mocno pikantne. Nic dziwnego, nasze życie kręci się wokół jedzenia. My nie wyrzucamy dzieci z kuchni, wręcz przeciwnie. Z pewnością więc są bardziej wyedukowane kulinarnie i żywieniowo niż ich rówieśnicy, a w dodatku przyzwyczajone do zdrowego, domowego jedzenia, bo przecież ja non stop gotuję.

Mieszkaliście z rodziną w Kanadzie. Czy dieta Europejczyka różni się od diety Kanadyjczyka?
Dieta przeciętnego Kanadyjczyka podobna jest do amerykańskiej – w sklepach wszystko jest słodsze, bardziej słone i bardziej przetworzone niż w Europie. Chleb i bułki są gorszej jakości, jogurty mają w sobie mnóstwo cukru, więcej jest też sztucznych barwników – w ciastkach, lodach, napojach. Więcej je się produktów smażonych w głębokim tłuszczu, więcej chipsów i frytek.

Jakie polskie potrawy mogłyby podbić podniebienia obcokrajowców?
Do rana mogłabym wymieniać, więc mogę powiedzieć, co stawialiśmy na stole w rezydencji ambasadora RP w Kanadzie, kiedy mój mąż sprawował ten urząd. Śledź w jogurcie z koprem podany w połówce zamrożonej cytryny z kawiorem (tak, tak, mało kto wie, że Polska to drugi w Europie po Hiszpanii producent kawioru) budził zachwyt. Kolorowe pierogi – żółte, zielone, bordowe, czekoladowe, nakrapiane natką pietruszki, piegowate od maku – były uwieczniane na zdjęciach. Chłodnik z jajkami przepiórczymi, krem z buraków z porto, dyniowa z Żubrówką – zawsze smakowały obcokrajowcom. Jeśli do tego dołożymy cudowne polskie desery – sernik z różą, makowiec z bezą czy sernik na zimno z malinami lub truskawkami – czyż nie brzmi to jak niebo w gębie?

Katarzyna Bosacka, prowadząca „Wiem, co jem” „Wiem, co kupuję” i „Co nas truje” TVN Style.

Co myślisz?

Napisane przez Jarosław Sołtysek

Wydawca i rzemieślnik multimedialny. Wieloletnia praca w branży reklamowej pozwoliła mi zdobyć doświadczenie i wiedzę. W dalszym ciągu jednak najważniejszy i wciąż nieodgadniony jest nasz Czytelnik.

Wszystko ma swoją energię, kwiaty też – mówi Elena z Zabrza

Mieszkańcy Śląska mieli niepowtarzalną okazję jeździć antysmogowym tramwajem